25 paź 2014

too much school


Hej wam! Jakiś już dłuższy czas nie było tu żadnego posta nie tematycznego, tylko takiego zwykłego, życiowego. Zmieniłam trochę wygląd bloga, mam nadzieję, że się wam podoba. Pogoda do kitu, ciągle pada, zimno, nie mam jak wyjść na zdjęcia. Jak widzicie po nazwie, napisze wam o szkole, bo o czym innym pisać w październiku, gdy siedzimy w niej od poniedziałku do piątku. Można krótko powiedzieć, że jestem wykończona całym tygodniem nauki. Na dodatek musiałam iść do szkoły również dziś, ponieważ miałam zajęcia unijne z chemii i WOS-u. Złożyło się tak, że trwały one od 8 do 13, więc to praktycznie tak jak każdy normalny szkolny dzień. Krótko mówiąc jestem wykończona szkołą.  Wracam z niej o 15-16, najwcześniej o 14. Po tym przychodzi czas na naukę, lekcję i nawet się nie obejrzę a już 20. Jak zobaczycie na zdjęciu mam też zajęcia dodatkowe, więc jeszcze mniej czasu wolnego. Przykładowo w czwartek kiedy mam angielski, wracam ze szkoły około 15:15, jem obiad, odpocznę chwilę i już muszę jechać na angielski, z którego wracam około 19, wiec czasu wolnego praktycznie zero. 

Na ten tydzień mam już zaplanowane dwa sprawdziany, dwie kartkówki, a pewnie coś mi wskoczy w międzyczasie, ale od przyszłego tygodnia będę mogła trochę odetchnąć od nauki, bo mam okres ochronny przed olimpiadą z języka angielskiego i WOS-u. Oczywiście też będę się w tym czasie uczyć, ale poświęcę ten czas typowo na naukę przed olimpiadami. Mam nadzieję, że po olimpiadach trochę odetchnę (no chyba, że mi się uda dojść do drugiego etapu, ale ciii) i wreszcie mój czas wolny się zwiększy, bo na razie najwięcej tego czasu mam w piątkowe wieczory, które wyglądają tak jak na ostatnim zdjęciu. Mam do Was prośbę, jeśli macie jakieś pytania, które chcielibyście mi zadać to piszcie je w komentarzach, bo planuje posta z Q&A :)





A co słychać u Was? Bierzecie udział w jakiś konkursach przedmiotowych?
Co sądzicie o nowym wyglądzie?

20 paź 2014

jak to?!


Słuchając dosłownie przed chwilą nowej piosenki Dawida Kwiatkowskiego Jak To, myślałam o tekstem do posta i tak jakoś po prostu wsłuchując się w słowa refrenu wpadłam na (chyba) świetny pomysł. Myśleliście czasem dzięki czemu coś się stało tak, a nie inaczej? Na pewno każdy miał w głowie takie myśli. O tym właśnie będzie dzisiejszy post. 

Wszystko musi mieć jakiś powód. Tak przynajmniej sądzę ja. Weźmy na przykład dostanie dobrej oceny. Dostaliśmy ją, bo się nauczyliśmy, zasłużyliśmy na nią. Zaczął nas boleć brzuch, bo na przykład zjedliśmy coś nie świeżego. Teraz coś większego. Gdyby ktoś nie był na tyle wyuczony, aby wynaleźć np. internet to po prostu by go nie było. Musiał być jakiś powód, że stało się tak, a nie inaczej. Czy gdybyśmy nie wierzyli, że coś się stanie czy to w ogóle miałoby szanse się stać? Według mnie warto pomyśleć czasami jak coś się stało. Nie warto zawodzić się złą oceną ze sprawdzianu, tylko po prostu następnym razem bardziej się przyłożyć. Może akurat po prostu za mało się uczyliśmy. Pamiętajcie, zawsze coś miało powód aby się stać, więc czasem pomyślmy Jak to? Jak to mogło zdarzyć się i następnym razem sprawmy, abyśmy byli w pełni zadowoleni z efektów naszej pracy.






sweter - sinsay, spodnie - new yorker

Jak widzicie postanowiłam troszkę zmienić ułożenie postu. Mianowicie teraz cały tekst będzie na początku, a na samym końcu będą zdjęcia. Myślę, że ułatwi to po prostu czytanie. Piszcie co o tym sądzicie. Pewnie zdziwi Was też to, że post jest krótszy niż zazwyczaj, ale ten tydzień mam strasznie przepełniony nauką, a chciałam coś napisać, więc o to i ten post z nagłymi przemyśleniami. W najbliższym czasie chce też zmienić wygląd bloga, mam nadzieję, że mi się uda. 

A według Was wszystko dzieje się z jakiegoś powodu? 

13 paź 2014

transformacja


Ostatnimi czasy zaczęłam zauważać, że w moim życiu pojawia się wiele zmian, które czynią je ono choć trochę lepszym. Nie wiem czy to sprawiło to, że jesień się pojawiła, czy co. Zazwyczaj na jesieni, dużo ludzi popada w jesienną depresję, a u mnie może i trochę jej jest ale zauważyłam też trochę pozytywnych rzeczy w sobie i swoim życiu. Znaczenie więcej niż wcześniej. Naprawdę nie wiem czym to jest spowodowane, pewnie tym, że zaczęłam wierzyć w siebie i w swoje możliwości.




Nie stało się to ot tak, że wstałam sobie i po prostu zaczęłam wierzyć w siebie. Trwało to jakiś czas, a dokładniej od mniej więcej początku września, czyli był to taki czas, kiedy ten blog zaczął mieć lepsze statystki. Akceptując komentarze, że na przykład spodobał wam się jakiś post, czy podobały się wam zdjęcia sprawiały, że się uśmiechałam, że nawet gdy miałam gorsze dni umiałam uśmiechnąć się. Zaczęłam wierzyć w siebie, kiedy piszecie, że ładnie wyglądam czy coś to, to jakoś wzmacnia moją wiarę w siebie.




Kolejną rzeczą, która się we mnie zmieniła, jest lekka transformacja mojego stylu. Pokochałam ostatnio spódniczki (jak widać na zdjęciach) i sukienki. Coraz częściej, też maluje sobie kreski, rozpuszczam włosy i prostuje je oraz bardziej dbam o swoją cerę, która nie jest najlepsza. Stałam się też trochę bardziej zorganizowana, bo jednak tego mi brakowało najbardziej, aby mieć dosyć dużo wolnego czasu. Zostało mi jeszcze zadbanie nad swoją dietą i figurą, ale myślę, że to też jest do zrobienia, bo zaczęłam już wyszukiwać dużo informacji na ten temat i myślę, że niedługo zacznę z ćwiczeniami, a może i dodam wam jakiś post o tym co robię, aby być w pełni zadowoloną z siebie.


koszula - h&m, spódniczka - orsay

Co do zdjęć i outfitu to chyba nie muszę dużo mówić. Myślę, że dużo powiedział wam post, ale parę rzeczy powiem. Koszula jest moim nabytkiem na ten rok szkolny, bo brakowało mi takiej białej, a poszukiwania idealnej dla mnie zajęły mi trochę czasu. Weszłam zrezygnowana do H&M, że nic tam nie znajdę, a jednak udało się. Spódniczka też jest rzeczą z przedszkolnych zakupów. Nie miałam w ogóle zamiaru jej kupowania, ale tak mi się spodobała, że musiałam ją mieć. Buty podkradłam mamie, gdyż sama nie posiadam sztybletów, a stwierdziłam, że te bardziej będą pasować do tej stylizacji. 

Chciałabym wam podziękować, za tyle wspaniałych komentarzy przy ostatnim poście. Statystki bloga skoczyły w górę, co jeszcze bardziej zmotywowało mnie do działania. Dziękuje Wam!

A wam udało się coś ostatnio w sobie zmienić ? 

4 paź 2014

patrząc w przyszłość


Przyszłość jest jedną z rzeczy, których chyba obawia się większość ludzi na całym świecie. Duża ilość ludzi boi się tego co będzie, jak to będzie wyglądać, czy uda się spełnić plany i marzenia, szczególnie w wypadku młodych ludzi. Dla starszych osób, schorowanych przyszłość to dni, które są policzone i tak naprawdę, nie wiedzą oni czy jutro rano się obudza. Nie raz myślałam o tym jak będzie wyglądać moja przyszłość i za każdym razem była ona inna. To może jest spowodowane tym o czym powiedziałam na początku, czyli tego, że ludzie boją się przyszłości i boją się nią zadręczać, a żyją tym co było kiedyś, najczęściej rzeczami najgorszymi jakie im się przytrafiły.





Dla osób w moim wieku, w tym roku szkolnym będzie musiał paść wybór o wyborze szkoły, a jak wiadomo liceum, technikum związane są bardzo z naszą przyszłością. Większość z nas będzie kierować się swoimi zainteresowaniami, czyli coś co może się nam znudzić po jakimś czasie no i będzie odwrotu. Skończy się na tym, że ci których coś znudziło będą pracować w znienawidzonym przez siebie zawodzie i co wtedy. Ostatnią nadzieją są dla nas studia, o które zdaje mi się, że będzie ciężko z nową maturą.

Przyszłości każdy może też się bać, w związku ze starością, która prędzej czy później do każdego z nas przyjdzie. Boimy się czy nie będziemy chorować, oraz tego, że umrzemy, co jest rzeczą, której nie może ominąć żaden z nas. Osoby, które chodzą do wróżek, musza po prostu bać się przyszłości bardziej, a takie osoby jak wróżki sprawiają, że te łatwowierne osoby boją się jeszcze bardziej o swoją przyszłość, lub po prostu nie martwią się nią, a potem często się zawodzą, bo to co mówią wróżki to często nie prawda.





Każdego z nas pewnie ciekawi, jak nasza przyszłość będzie wyglądać. Mimo tego, że się jej boimy trzeba mieć wiele alternatyw dla siebie, w razie gdyby coś się wydarzyło nie tak, gdyby nasze plany o wymarzonym zawodzie się nie udały. Warto poświęcić czasem choć trochę czasu i pomyśleć o niej też trochę, bo warto o niej myśleć, nie tylko w taki sposób, aby się jej bać, ale też w taki, aby móc próbować się nią cieszyć. W końcu z przyszłością nie wiążą się tylko takie rzeczy jak samodzielność, wybór pracy, starość i śmierć, ale też radość z posiadania własnej rodziny, spełnieniem marzeń (choćby ze stworzeniem listy Before I Die i realizowaniem jej) oraz z wieloma innymi pozytywnymi rzeczami. Nie musimy walczyć o nasza przyszłość, tak jak nasi dziadkowie, mamy wolny kraj, wiec cieszmy się, że mamy ją pewną. Warto więc, według mnie choć czasem nie bać się tego co będzie, bo w końcu Co ma być to będzie, a jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć.




t-shirt, jeansy, parka - h&m, torebka - terranova

Pamiętacie te tory? Pojawiły się w jednym z moich pierwszych postów, a teraz pojawiają się tu znowu. Stwierdziłam, że będzie to idealne tło dla tej jesiennej stylizacji. Jeansy na zdjęciu stały się obecnie moimi ulubionymi, choć w mojej szafie leżą już dosyć długo, podobnie jak torebka. Buty to mój nowy nabytek, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Mam nadzieję, że zdjęcia się spodobają, mimo, że trzy razy musiałam czekać, aż przejdzie pociąg, oraz zmierzyć się z dziwnymi minami ludzi w samochodach przejeżdżającymi przez przejazd. Mimo tego jestem zadowolona z efektów zdjęć. 

A wy boicie się przyszłości? Podobają wam się zdjęcia i stylizacja ?